Kiedy płaczę
Tak, płaczę. Wiem. Wprawiam tym rodziców z spore zakłopotanie. Powiem nawet więcej - czują się poważnie zaniepokojeni, sfrustrowani, bezsilni, niekompetentni a często również źli i niechętni otoczeniu. Hmm… O moim płaczu napisano już tomy, ale w nielicznych przypadkach znaleziono racjonalne wytłumaczenie. A cała reszta wytłumaczeń przyprawia mnie o jeszcze większą ochotę do płaczu.
Jako dzidzia nie dysponuję zbyt wysokim wskaźnikiem poczucia własnej świadomości, czuję jednak, że powody płaczu sprowadzają się fundamentalnie do dwóch przyczyn. Po pierwsze i podstawowe czegoś potrzebuję : jestem głodny, jest mi zimno, mokro, coś mnie boli, właśnie nachodzi mnie chętka na drzemkę lub wprost przeciwnie nudzę się przeraźliwie, a nikt nie wpadł na doskonały pomysł przyciągnięcia sobą mojej uwagi. Proste no nie? Kłopoty pojawiają się, kiedy płaczem wyrażam chęć znalezienia się “na rączkach” czyli “tuli luli” czyli odnalezienia bliskości mamy lub taty lub kogokolwiek, kto chciałby mnie przytulić. Bo ja jestem przecież dzidzia, nie można mnie “rozpuścić” czy “rozbestwić”. Potrzebuję opieki i poczucia miłości. Do rodziców lub opiekunów należy odnalezienie przyczyny płaczu i zastosowanie środków skutecznie go skracających, a jeśli to możliwe działających profilaktycznie.
Pamiętajcie ! W stosunku do mnie, do dzidzi nie można mówić o takich pojęciach jak “zbyt blisko”, “za dużo miłości”, “za dużo uwagi”, “poświęcenie”. Dając mi to wszystko nie możecie przedobrzyć!
O ile powyższe powody mojego płaczu są mniej więcej zrozumiałe a dzięki temu rodzice mogą im zapobiec, to przychodzą takie chwile gdzie “ręce opadają”. Wszystkie podstawowe środki ratunkowe zostały zaaplikowane, sucha pieluszka, sesja piersiowa lub butelkowa celem napełnienia mi brzuszka, pioseneczki, kołysanie przez mamę, tatę, babcię i znowu mamę… I nic nie pomaga. Płaczę i płaczę. Temperatura w normie, brzuszek wcale nie twardy, pojawia się brak racjonalnego wytłumaczenia. Mam już trochę ponad miesiąc, umiem nawet się uśmiechać, ale teraz właśnie mam ochotę popłakać. Według pewnych opinii dokucza mi czysta fizjologia, jelitka są zbyt przepełnione gazami, na przykład. Rodzice często organizują wizytę u lekarza, która jednak nie daje porządanych resultatów. Lekarz nie dostrzega niczego, co mogłoby wpływać negatywnie na moje zdrowie i co przejawia się tak intensywnym płakaniem. Przestraszeni i wymęczeni rodzice podchodzą do mojej rozpaczy emocjonalnie. Znoszą ją coraz gorzej i za wszelką cenę potrzebują rozwiązać racjonalnie czyli medycznie ten problem. Niezrozumienie przyczyny mojego płaczu i bezsilność są gorsze niż sama przyczyna. Ale czasem sam sobie tak myślę trochę o Wiśle trochę o przemyśle i sam nie wiem czemu płaczę. Znając już siebie co nieco mam wrażenie, że płaczę za każdym razem kiedy zewnętrzny bodziec docierający do mnie nie zaspokaja moich podstawowych potrzeb lub rozbija dotychczasowy porządek i równowagę. Powiększanie się gamy moich odczuć, wrażeń, poznawania otoczenia i siebie jest również formą zachwiania równowagi. Dla mnie czas płynie z ogromnym przyspieszeniem. On nie płynie, on pruje wymiar jak torpeda. A ja nie zawsze nadążam, nie rozumiem wszystkiego, nie odbieram jeszcze na tych samych falach, co moi rodzice i oni nie mogą mnie uspokoić tłumaczeniem. Mój płacz jest rozładowaniem napięcia. Obecność rodziców zapobiega poczuciu samotności i zapewnia poczucie zrozumienia i akceptacji.
Jeśli płaczę, a nie jestem chory i niczego mi nie brakuje, dajcie mi tę szansę. Kiedy będę taki jak wy, już nigdy nie będę mógł płakać tak długo bez krytyki innych.
Twoja opinia