Kredyt mieszkaniowy
Czas jakieś zakupy zrobić. Chciałoby się kupić coś ciekawego, innego niż zwykle… Może mieszkanie? W końcu lepszej lokaty nie znajdziemy obecnie dla klasy społecznej szaraczkowej.
Robimy listę zakupów:
- przeglądamy oferty gdzie się da, pytamy znajomych, zdobywamy wiedzę o cenach i produktach i ich wzajemnym stosunku, tylko po dogłębnej analizie powyższego i wyrobienia sobie własnej opinii o tym, co byśmy chcieli nabyć przechodzimy do zapisu punktów poniżej:
- praca - do bezrobotnych nie należymy (przynajmniej jeszcze dziś rano wszystko było jak zwykle)
- sprawdzamy konto - mimo stałego napływu środków, jakoś dziwnie zieje pustką, ta konstatacja pociąga za sobą konieczność wpisania kolejnego punktu na liście:
- telefon do mamy - bardzo się ucieszyła, że w końcu chcemy się ustatkować, po namyśle (czas trwania namysłu skrócimy do potrzeb listy zakupów) zapewniła, że się dołoży. Wyrażamy entuzjastycznie naszą wdzięczność i radość z jej udziału w naszej dorosłej decyzji, mimo, że zabrało nam około 26 i pół sekundy, żeby obliczyć iż brakuje jeszcze z grubsza 1/4 wartości.
- porzucamy inne niedorzeczne pomysły na zdobycie kasy w szybkim tempie,
- idziemy po najmniejszej linii oporu i wybieramy bank, który udzieli nam kredytu. W końcu jest między innymi po to, żeby udzielać kredytu, no nie?
Twoja opinia