Cześć, to ja, Wasza dzidzia
W końcu dotarłem, chociaż wydaje mi się, że nie było to moim marzeniem, kiedy unosiłem się w ciepełku wyciszonego i rozhuśtanego brzuszka mamy. Słuchałem przytłumionych głosów, niedbale drapałem się w uszko, czasem łyknąłem wody, a całe mniam docierało do mnie przez brzuszek. Bez najmnieszego wysiłku z mojej strony. Aż tu nagle postawiono przede mną całą górę niezrozumiałych wymogów, trudności do pokonania, nieprzyjemnych odczuć i wrażeń. Niby wszyscy tacy mili : tiu tiu tiu tatata… Że niby taki piękny, zabawny i już się uśmiecha, ale jak przyjdzie, co do czego to ciągle czegoś ode mnie chcą. Mam jeść o tej godzinie, pieluszka mokra za wcześnie albo jeszcze nie, pora spać zawsze wtedy, kiedy ja akurat mam ochotę na odkrywanie świata. I trzeba tak długo im tłumaczyć zanim się domyślą czego chcę. Mama zazwyczaj wie najszybciej, ale zdarza się, że jej nie ma i wtedy słychać paniczne nawoływania taty albo babci, błyskawiczne wciskanie guziczków telefonu (jak tylko będę mógł, to przyjżę się bliżej tej zabawce - wydaje się interesująca) i mija mnóstwo czasu, aż w końcu dadzą mi jeść, albo po prostu pomasują brzuszek.
Trudni ci dorośli. Trzeba ich wszystkiego uczyć od podstaw.
Twoja opinia